5 książek, na które patrząc płaczę, bo to nie moje nazwisko widnieje na okładce.

Mówi się, że ci, którzy namiętnie czytają książki, często myślą o napisaniu swojej własnej. Coś w tym jest, bo i ja za swoich bardziej szczenięcych lat myślałam czasem, żeby naskrobać jakiś bestseller. Robiłam nawet pierwsze próby w sześćdziesięcio kartkowym zeszycie w linie. Jako iż byłam wtedy w wieku, w którym przechodzi się przez pierwsze miłości i zawody z nimi związane, miało być to jakieś łzawe romansidło dla nastolatków. Książka drukiem się nie ukazała, ale co jakiś czas powracam myślą do tamtych marzeń. Tymczasem postanowiłam przedstawić ranking 5 książek już napisanych, na które patrząc płaczę, bo to nie moje nazwisko widnieje na okładce:

  1.  50 twarzy Greya- E.L. James– Nie zrozumcie mnie źle. To nie dlatego, że posiadam jakieś niespełnione marzenia erotyczne, albo pierwotne instynkty, które kazałyby mi napisać transkrypcję pornosa. Również nie dlatego, że zaczytuję się w tym rodzaju literatury, gdyż wręcz nim gardzę (nie obrażając oczywiście fanów pani James i pana Graya). Głównym i jedynym powodem jest to, że książka napisana językiem infantylnym do granic możliwości, fabuła do Nobla też się nie nadaje, a jednak Pięćdziesiąt Twarzy Graya w Wielkiej Brytanii sprzedało się lepiej, niż ostatnia książka z serii o Harrym Potterze. Tak mały nakład pracy, tak dużo zysków. Aż wierzyć się nie chce.
  2. Harry Potter – wszystkie części – J.K. Rowling – Nie jestem skora do ulegania jakimś modom i maniom, ale tu muszę przyznać – jestem Potteromaniakiem. Świetna, ciekawa historia, która nie nudzi się pomimo siedmiu tomów. Świat opisany przez autorkę i jest spójny i.. skończony. Wszystko tam ma swoje miejsce, opisane zostały wszystkie ważne zagadnienia, nazwy miejsc i imiona zostały wybrane nieprzypadkowo. Do tego moje uznanie zdobyła  wydając np. “Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” , który w książce był podręcznikiem używanym przez uczniów (Rowling podpisana jest tylko jako właścicielka praw autorskich). Jednym słowem uwielbiam wracać do tych książek co jakiś czas, a im jestem starsza tym bardziej żałuję, że to nie ja wpadłam na tak genialny pomysł na fabułę.
  3. Udręka i ekstaza – Irving Stone – Zazdroszczę Stone’owi, że na czas pisania książki przeniósł się do Włoch i pod pretekstem szukania materiałów, mieszkał kilka lat we Florencji i Rzymie.
  4. Rynek w Smyrnie – J. Dehnel-  Szczerze powiedziawszy nie lubię czytać opowiadań. Kończą się zanim się na prawdę zaczną. Przy tej książce stwierdziłam jednak, że zaryzykuję. I to był strzał w dziesiątkę! A raczej w szóstkę. Każde opowiadanie było lepsze od poprzedniego. Jeśli miałabym kiedykolwiek napisać książkę, chciałabym, żeby była tak dobra jak ten zbiór opowiadań.
  5. Mały książe – Antoine de Saint-Exupery – Byłabym sławna wśród nastoletnich, romantycznych dziewczynek, które wrzucałyby w najróżniejsze opisy na portalach społecznościowych mój tekst “Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”, pisane Helveticą, na zdjęciach romantycznych widoczków.

A Wy? Macie takie książki, które chcieliście napisać, ale ktoś Was już ubiegł?

 

Advertisements
This entry was posted in Misz masz and tagged , , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s