Aye Kapitanie! Czyli o tym jak nie zostałam piratem.

Przez ostatni tydzień byłam bez komputera, gdyż postanowił, że odmówi mi posłuszeństwa. Nie pomogły prośby, modlitwy, groźby, płacz, błaganie i zaklinanie. Musiałam odnieść go do serwisu. Pomogli, za co srogo zapłaciłam, ale czego się nie robi dla przyjaciół… Podczas tego przymusowego odwyku od laptopa, zaczęłam z nudów szukać jakichś gier na telefonie i właśnie wtedy, pomiędzy aplikacją sudoku a rozwijaniem papieru toaletowego na czas, odnalazłam swoje prawdziwe przeznaczenie.

Otóż moi mili, od tygodnia nałogowo gram w kości. Chociaż jeszcze nie do końca odróżniam fula od karety, to idzie mi coraz lepiej, i mam nawet w tej grze spore osiągnięcia. Kości wciągnęły mnie do tego stopnia, iż postanowiłam zostać zawodowym piratem, i zarabiać na życie grając w przyportowych tawernach. Mój kot zaangażował się równie mocno (wystraszył się chyba, że wymienię go na gadającą papugę), i ćwiczy utrzymywanie równowagi w siedzeniu na moim ramieniu. Mamy już nawet takie same przepaski na oko, zrobione ze starego, czarnego prześcieradła.

Postanowiłam też przygotować się teoretycznie do tego, co może mnie spotkać jak już zostanę piratem. Stwierdziłam, że najlepszą i najbardziej pouczającą lekturą będzie książka Jacka Komudy pt. “Czarna bandera”.

czarna

Książka składa się z sześciu mrożących krew w żyłach opowiadań, przesiąkniętych krwią, rumem, słoną wodą i prochem z armat. Sześć klimatycznych opowieści o największych szubrawcach i łotrach, o zdradliwych wodach i klątwach rzucanych raz po raz na wszystkich i wszystko dookoła. Po tej lekturze nauczyłam się kilku rzeczy: Po pierwsze nie wiedziałam, że istnieje tyle przeróżnych przekleństw i niecenzuralnych słów. Poważnie, z każdą przeczytaną kartką byłam coraz bardziej zaskoczona, że takie w ogóle istnieją. Jako iż jestem damą, po skończeniu każdego rozdziału, musiałam obejrzeć co najmniej jeden odcinek “Gotowych na wszystko” dla utrzymania równowagi psychicznej.Po drugie, nauczyłam się wielu nowych słów i określeń, które pewnie nigdy więcej mi się nie przydadzą, ale fajnie brzmią (np. ABORDAŻ – piękne słowo!)  Po trzecie, nie należy zbytnio ufać innym piratom, bo nawet najmniejsza błahostka może doprowadzić do buntu na pokładzie i przymusowej kąpieli w morzu.

bandera

“Czarna bandera” to moja pierwsza styczność z twórczością Jacka Komudy. Po tej książce jestem pewna, że nie ostatnia. Autor zawarł w książce to, czego zawsze szukam – wielki humor, sarkazm i ironia, przygoda i tajemnica.  Każde opowiadanie kończyło się tak, że rozdziawiałam usta ze zdziwienia i wrażenia. Pełen szacunek.

A wracając do mojego nowego, pirackiego życia… Po przeczytaniu Komudy stwierdziłam, że może jednak wystarczy mi, jak zagram sobie w kości gdzieś w smażalni ryb w Łebie, na telefonie oczywiście.

W sumie… Nawet Maciej, mój kot ładniej wygląda w muszce, niż w opasce na oko. Nie uważacie? 😉

kot

Advertisements
This entry was posted in Ocenione książki and tagged , , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s