O tym, jak to łatwo można się przejechać oceniając książkę po okładce.

Znacie powiedzenie ” Nigdy nie oceniaj książki po okładce”? Dzisiaj będzie o tym, jak pozory mogą mylić. I jak można się na tym pięknie przejechać.

Wszystko zaczęło się od tej  piosenki. Słucham jej nałogowo gdzieś tak od miesiąca. Jest pozytywna, za każdym razem jak ją słucham, bardzo poprawia mi humor. Piosenka ta została stworzona do filmu. O pięknie brzmiącej nazwie “Miasta miłości”. Pewnego wieczora, siedząc sama w mieszkaniu, i mając lekką chandrę z powodu padającego deszczu (wspominałam już kiedyś, że jestem meteopatą?), postanowiłam go obejrzeć. Jako iż opis filmu brzmiał : “Toczące się w różnych miastach losy par, których historie dotykają tematu skomplikowanej miłości.”, pomyślałam, że będzie takim trochę romantycznym wyciskaczem łez, ale raczej przyjemnym. O jakież było moje zdziwienie, kiedy ten trochę romantyczny wyciskacz łez zamienił się w dramat psychologiczny, który zrobił z mojego mózgu sieczkę!

Kilka dni później dostałam do przeczytania książkę pt. “Razem będzie lepiej” autorstwa Jojo Moyes. Tytuł i wygląd okładki może sugerować, że to kolejne romansidło, jakich wiele na rynku. Nic bardziej mylnego!

Główną bohaterką książki jest Jess. Samotnie wychowuje dwójkę dzieci, z czego jedno nie jest tak na prawdę jej dzieckiem, tylko synem jej byłego męża z wcześniejszego małżeństwa (do tego nastolatek ma problemy z rówieśnikami, którzy wciąż go prześladują, bo jest trochę.. inny). Drugie – córeczka Tanzie jest wybitnie uzdolniona z matematyki. Jess mimo, że pracuje na dwie zmiany, wciąż boryka się z kłopotami finansowymi. Oczywiście, jak dobrze zgadujecie, jej były mąż miga się od płacenia alimentów. Jest też Ed – programista, który popada w kłopoty po tym, jak próbuje pomóc byłej dziewczynie.  Jest bogaty, wykształcony, i skrzywdzony przez kobietę. No i cierpi na brak akceptacji ze strony ojca. A później traci majątek. Ich losy krzyżują się w momencie, kiedy Jess stawia wszystko na jedną kartę i próbuje zawieść dzieci (i wielkiego, śmierdzącego psa) na olimpiadę matematyczną, która ma zmienić los i życie jej młodszej córeczki. W drodze psuje im się samochód, a wtedy.. Z odsieczą pojawia się Ed, który trochę wbrew sobie proponuje, że dowiezie ich na miejsce.

Powiem wam, że książka mnie wciągnęła. Mimo iż faktycznie “Razem będzie lepiej” jest klasyfikowana jako “literatura kobieca” – oparta jest na starym jak świat schemacie miłość ->problem -> znowu miłość, to ma w sobie coś, przez co nie da się odłożyć jej bez przeczytania.  Jojo Moyes napisała świetną, zabawną, momentami wzruszającą książkę, która zdecydowanie nie jest głupim romansidłem. Można z niej wyciągnąć kilka lekcji: Nie warto załamywać się gdy pojawiają się problemy, tylko przeć do przodu z hasłem “Damy sobie radę!” na ustach. Nie warto też oceniać ludzi po wyglądzie, bo pod maską inności może kryć się bardzo wartościowy człowiek. Książkę zdecydowanie polecam!

Advertisements
Posted in Ocenione książki | Tagged , , , , , , | Leave a comment

Bezwstydna pomyłka!

Piszę pracę magisterską. A raczej zabieram się za jej pisanie. Bo wiecie, koniec semestru, trzeba coś oddać, bla bla bla… Pod czujnym okiem mojego brata, (który mianował się moim prywatnym kołczem i menedżerem tego prodżektu), z hektolitrami kawy, herbaty (w tym również melisy), orzeszków i muzyką relaksacyjną w tle, zaczęłam szukać artykułów i książek, które przydadzą mi się do tematu pracy. A temat, jak może przypuszczaliście, jest o moich dwóch pasjach, czyli książkach i sposobach promocji czytelnictwa w naszym pięknym kraju.

Nie będę Was zanudzać statystykami jakie znalazłam i utyskiwać jakie to życie jest ciężkie i zatrważające, bo w 2014 roku tylko 40% społeczeństwa miało styczność z co najmniej jedną książką w ciągu 12 miesięcy (powiecie, ze to dobry wynik? w Czechach odsetek ten sięga 87%). Przejdę po prostu do opisu książki, którą niedawno przeczytałam.

Najsampierw zobaczyłam na przystanku autobusowym plakat z Johnnym Deppem, który miał na nich dziwną minę i zalotnie podkręcony wąsik. Nie powiem, plakat bardzo zachęcający, zwłaszcza, że należę do tej części populacji, która Johnnego wielbi i chciałaby mieć z nim dzieci. Później przeczytałam tytuł “Bezwstydny MORDERCA” i stwierdziłam, że to może być dobry film. A później przyjechał autobus i musiałam przerwać moje rozmyślania na temat naszych upojnych nocy.. Ale  o czym to ja..?

Kilka dni później weszłam do księgarni, i znowu zobaczyłam TO zdjęcie. Tym razem na książce. Niewiele myśląc (i zupełnie nie czytając opisu książki, co zdecydowanie rzadko mi się zdarza), pognałam do kasy i zakupiłam sobie egzemplarz. Siedząc na spokojnie w domu i oglądając książkę, doszłam do kilku niepokojących faktów:

1. Film nie nazywa się “Bezwstydny Morderca” tylko “Bezwstydny Mortdecai”

2. Książka nie nazywa się “Bezwstydny Mortdecai” tylko “Nie wymachuj mi tym gnatem”(muszę się przyznać, że bardzo nie lubię filmowych wydań książek. Zmianę okładki jakoś przełknęłam, ale jak zobaczyłam, że na potrzeby promocji zmieniono nawet TYTUŁ (!!), poczułam się nieco zniesmaczona).

Mrucząc do siebie pod nosem coś w stylu “brawo Sherlocku”, przeczytałam opis książki, który traktował o zdegenerowanym marszandzie, u którego niemoralne występki są na porządku dziennym. I o skradzionym obrazie Goi, który przysparza wielu kłopotów. Myślę – Może nie będzie tak źle! Później w słowie od tłumacza doczytałam, że książka nie jest tak zabawna jak oryginał, gdyż wiele dowcipów sytuacyjnych nie dało się przetłumaczyć na polski. Zaczęłam czytać.

Charlie Mordtecai to podstarzały arystokrata, który zajmuje się kupnem i sprzedażą dzieł sztuki. Jest cwany, cyniczny, zakochany w sobie, amoralny i jak na mój gust – nieco obleśny. Kocha pieniądze, alkohol, sztukę, jest bardzo przywiązany do swojego służącego – Jocka (takiego samego degenerata zresztą). Jest też nadkomisarz Martland, który prowadzi śledztwo, wyszukanymi sposobami próbując wyciągnąć zeznania od wszystkich wokół. W książce tej nie ma jednak podziału na złych i dobrych, dlatego Martland swoje za uszami ma. Jest też obraz Goi, który tak na prawdę nie wiem gdzie się podziewa całą książkę, bo jest wspomniany w całej książce może całe trzy razy. Żarty faktycznie są, niektóre całkiem… niewybredne. Jest też dużo odwołań do postaci z literatury czy osób i zdarzeń rzeczywistych. Ja, żeby je lepiej zrozumieć, musiałam co chwilę coś guglować.

Podsumowując: brzydki wybieg ze strony wydawców – ten ze zmianą tytułu książki. I choć faktycznie, żart i ironia aż kapie z każdej jednej strony, to niektóre z nich są.. głupie i mocno naciągane. Miałam wrażenie, że autor (ewentualnie tłumacz) nieźle się napocił i namęczył żeby coś takiego wymyślić. Książka nie porwała. Zobaczymy co zrobili z filmem.  Na otarcie łez filmowy afisz, który sprawił, że serce zabiło mi mocniej!

7669396.3

Dzisiaj usłyszałam też najlepszy komplement ewer, który niesamowicie podniósł mnie na duchu: “Jeżeli ze spleśniałego chleba zrobiono penicylinę, to z Ciebie też coś można zrobić”. Od razu zrobiło mi się lepiej!!

Posted in Ocenione książki | Tagged , , , , , , , , , | Leave a comment

Jak pokonać depresję w najbardziej depresyjny poniedziałek w roku?

Codziennie rano, po otworzeniu oka i założeniu soczewek, bez których jestem ślepa jak kura (zastanawiałam się kiedyś dlaczego mówi się “ślepy jak kura”. Chciałam sprawdzić to w necie i przypadkowo trafiłam na stronę z przysłowiami polskimi. Po przeczytaniu niektórych dosłownie wyrwało mnie z kapci. Na przykład: ” Pieczone gołąbki nie lecą same do gąbki” Albo: “Konia kują, żaba nogę podstawia” WTF?? Ale wracając…) , sprawdzam sobie Fejsa. Nie dziwota każdego ranka po przebudzeniu, robi to połowa społeczeństwa, nawet jak nie więcej. Niezawodny Fejsik powiedział mi (każdy mój znajomy o tym napisał, słowo!), że dziś wypada tzw. Blue Monday, czyli najgorszy i najbardziej depresyjny poniedziałek w roku. I to nie jest żadna kolejna sztucznie ustanowiona data w kalendarzu, co to to nie! Brytyjski Naukowiec z Uniwersytetu w Cardiff (aż dziw, że to nie Amerykańscy Naukowcy z Uniwersytetu w Columbii wymyślili. Nie wiem, czy zauważyliście zależność, że im głupsze badania, tym większe prawdopodobieństwo, że przeprowadzone zostały przez Amerykańskich Naukowców z Uniwersytetu w Columbii..) obliczył ze wzoru, który wraz z legendą podaję poniżej, że NAJGORSZY I NAJBARDZIEJ DEPRESYJNY PONIEDZIAŁEK W ROKU wypada zawsze w poniedziałek ostatniego pełnego tygodnia stycznia.

blue monday

Co by nie być gołosłowną, sami możecie sobie to obliczyć. Grafika dzięki uprzejmości Wikipedii.

Aby poprawić sobie co nieco humor i nie dać się temu depresyjnemu nastawieniu, publikuję poniżej spis książek, które na pewno poprawią Wam humor!

1. Koncert Łgarzy – Katarzyna Pisarzewska –  kryminał proszę Państwa. Detektyw Robal Owaki próbuje rozwiązać zagadkę morderstwa i skradzionego maszynopisu- intryga zacna a i trup ściele się gęsto. Ale polecam przeczytać tę książkę zwłaszcza ze względu na absurdalny humor i przezabawne zwroty akcji. Jeden z moich ulubionych cytatów: “Moja żona pieprzy się z kominiarzem. Wiem, że to nieprawda, ale tak mi pasuje do imidżu. Przecież ja nawet nie mam żony. Ale kocham tę sukę.” W książce znajdziemy także kilka mądrości życiowych: ” Człowiek inteligentny działa według logicznych schematów, ale dureń, moi drodzy, jest nieprzewidywalny i przez to niebezpieczny”. Zapisać, zapamiętać!!

2. Jego wysokość Longin – Marcin Prokop – Jeśli ktoś myśli, że to książka tylko dla dzieci, ten bardzo się myli. Wręcz przeciwnie – uważam, że dzieci w pewnym wieku nie powinny jej czytać, bo sytuacje opisane w książce mogą być natchnieniem i źródłem inspiracji do głupkowatych zachowań;) Dorośli natomiast na pewno z łezką w oku przypomną sobie swoje zabawy, kiedy to grało się na podwórku w kapsle i jadło oranżadę w proszku. Książka jest dość krótka, ale aż kipi w niej od humoru. Idealna na dzisiejszy dzień. Szapoba Panie Marcinie, szapoba!

3. RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą – Wojciech Mann – Tego Pana chyba kojarzą wszyscy (tak, tak, to on prowadził “Szansę na Sukces”). Jest to zbiór anegdotek i wspomnień z życia Manna. Książka aż kipi humorem. Czytając ją, śmiałam się jak głupia. A że czytałam ją zazwyczaj w autobusie, niejednokrotnie brano mnie za niezrównoważoną psychicznie, gdyż próbując się powstrzymać przed wybuchnięciem śmiechem, zazwyczaj kichałam, parskałam i płakałam na zmianę.

4. Maria i Magdalena – Magdalena Samozwaniec – Znowu wracam do twórczości Magdaleny Samozwaniec. Nic na to nie poradzę, uwielbiam ją, i pewnie wielokrotnie będę tutaj jeszcze o niej wspominać. W tym moim zestawieniu powinna znaleźć się tak na prawdę każda jej książka, gdyż każda, jak jeden mąż, posiada ogromną dawkę poczucia humoru, ironii i sarkazmu. Nie na próżno Magdalena Samozwaniec nazywana jest “Pierwszą Damą polskiej satyry”. Polecam z całego serca!!

Pewnie mogłabym wymienić jeszcze kilka książek, ale pamiętając ciągle, że dzisiaj najgorszy poniedziałek w roku, nie chcę nadużywać Waszej cierpliwości. Jeśli chcielibyście coś dołożyć do mojej listy, zapraszam serdecznie!

Posted in Misz masz | Tagged , , , , , , , , , | 2 Comments

“Życie tutaj jest grą, a każdy gracz oszukuje!”, czyli o postanowieniach noworocznych i życiu Katarzyny Wielkiej.

Na początku stycznia zawsze zaczynam zastanawiać się nad swoim życiem. Bo raz, że Nowy Rok, a więc nowe postanowienia na nadchodzące 365 dni. A dwa, że mam urodziny (mam je jutro, ale już dzisiaj możecie zostawiać życzenia w komentarzach;)). Ten dzień również spędzam zadumana nad tym, co udało a czego nie udało mi się osiągnąć w moim krótkim życiu (zgadnijcie czego jest więcej!). W tym roku znów najbardziej będę ubolewać nad tym, że nie napisałam książki, która przyniosłaby mi nagrodę Pulitzera, Nike, albo Paszportu Polityki(albo wszystkich naraz, dorzucając jeszcze Nobla). Albo byłaby gniotem w stylu “50 Twarzy…” ale przyniosłaby mi bogactwo. Jak dobrze, że mam na to 365 dni, zanim znowu nie zacznę o tym marudzić! 🙂

Cieszyć będę się natomiast z tego, że przeczytałam ogromną ilość książek. I że mam przed sobą 365 dni na przeczytanie kolejnych. Nie, nie dopisałam się na Fejsie do wydarzenia “Przeczytam 52 książki w 2015 r.”, ani innych “wyzwań”. Po co? Czy dla prawdziwego mola 52 książki w rok to wyzwanie? I tak wiem, że przeczytam o wiele więcej. A myślę, że większość z tych 74 tysięcy odpadnie  już przy jakiejś… trzeciej. No, może piątej. Ale podobają mi się przeróbki wyzwania (a najbardziej “Zjem tosta w 2015 roku” :D)

Moja pierwsza przeczytana książka w tym roku, to “Cesarzowa Nocy” autorstwa Ewy Stachniak. Uwielbiam czytać historie  odważnych kobiet, które doszły do czegoś w życiu. To mnie, muszę przyznać, trochę inspiruje. A książka ta jest opowieścią o życiu Carycy Katarzyny Wielkiej. Tak, ja wiem jakie jest o niej zdanie w Polsce (bardzo negatywne: uwiodła Poniatowskiego, wsadziła go na tron Polski, przeprowadziła rozbiory- to tylko niektóre z jej win), ale nie da się ukryć, że była kobietą przebiegłą, odważną i twardą. A do tego oczytaną, inteligentną i niezależną. Nie wybielam jej, chciałam tylko spojrzeć na nią z innej perspektywy. Szansę na to dała mi właśnie Ewa Stachniak, która w swoich dwóch książkach pokazuje ją z różnych stron. Pierwsza, “Caryca Katarzyna. Gra o władzę”, opisuje dzieciństwo Cesarzowej, wtedy znanej jako księżniczka Zofia, i kończy się w momencie wstąpienia jej na tron Rosji. Czekając na “Cesarzową nocy” wyczytałam, że będzie ona kontynuacją losów już jako władczyni Rosji. Faktycznie tak jest, ale z małym wyjątkiem. Książka zaczyna się w chwili, kiedy Katarzyna leży na łożu śmierci, a cała powieść jest retrospekcją jej całego życia. Jednak niektóre wątki zostały potraktowane trochę po macoszemu (na przykład romans z Poniatowskim). Powtarzanie tych wątków w drugiej książce byłoby pewnie kiepskim pomysłem, ale przez to można nie wyłapać pewnych smaczków. Dlatego radzę, żeby przygodę z Cesarzową zacząć od pierwszej, czyli od “Katarzyny Wielkiej”.

W książce oprócz biografii władczyni, znajdziemy też dokładny opis czasów, w których żyła. I to dość brutalny. Autorka wprost pisze o chorobach, które nękały ludzi w tamtych czasach, o poronieniach, a także o upuszczaniu krwi jako lekarstwu na wszystkie dolegliwości. Nie ma co, parę razy poczułam nieprzyjemny ucisk w żołądku. Ale dzięki temu możemy się dowiedzieć kilku historycznych faktów, również z zakresu medycyny 🙂

Katarzyna Wielka mimo swoich oczywistych przywar i dość mało chlubnej roli w historii Polski, była silną, niezależną kobietą, która zawsze wiedziała czego chce. Nigdy się nie poddawała, wiedziała jakie jest jej przeznaczenie. I tego wszystkim Wam życzę w tym Nowym Roku. Żebyście zawsze dążyli do spełniania swoich marzeń i celów. A tak na marginesie: zrobiliście jakieś postanowienia noworoczne? Ja tak, ale to już temat na inną notkę.. 😉

Posted in Ocenione książki | Tagged , , , , , | Leave a comment

Książki, które zmieniają życie. I nie wiem dlaczego

(Przygotujcie się, to będzie baardzo długa notka!!)

I znów zbliża się wielkimi krokami pora roku, która doprowadza mnie do szału. Nie, to nawet nie szał. To trwała apatia i brak sił. Jesień wysysa ze mnie wszelkie siły witalne. No bo pomyślcie. Zbliżają się 3 miesiące trwałej ciemności, bez słońca ale za to z deszczem i ciągłym, przejmującym zimnem i wilgocią. Liście zamiast pięknie zielenić się na gałęziach, leżą i gniją pod drzewami. Okropność. Dlatego też korzystam jak mogę z ostatnich słonecznych dni. Ostatnio na przykład wybrałam się na spacer po Krakowie. Szłam sobie i szłam, i nagle… Ocknęłam się przy kasie mojej ulubionej księgarni na Grodzkiej. Do pełni szczęścia brakowało tylko kawy w mojej ulubionej księgarnio kawiarni na Kanoniczej, gdzie niezwłocznie się udałam.

 

DSC_0039

 

W Taniej Książce znalazłam… tak, tak książki. Autorstwa Magdaleny Samozwaniec, którą wielbię od czasu przeczytania “Marii i Magdaleny”.  Jeśli jeszcze nie czytaliście jej dzieł, to gdzieś  w swoim życiu popełniliście jakiś błąd, który niezwłocznie należy naprawić!

Pierwszy raz o Magdalenie Samozwaniec usłyszałam od mojej bardzo dobrej znajomej, która stwierdziła, że ta książka zmieniła jej życie. Zapytacie “jak i dlaczego?” ? Ja też zapytałam. Odpowiedziała tylko: “Nie wiem, ale zmieniła!” I moje też zmieniła. I też nie wiem dlaczego.

Najsampierw opowiem Wam trochę o samej Magdalenie Samozwaniec. O sobie napisała:

Historię mojej rodziny zna chyba każdy, kto lubi obrazy z końmi, poezję mojej siostry poetki i moje książki satyryczne.

Jej ojcem był bowiem słynny portrecista Wojciech Kossak ( który musiał przyjmować każde zlecenie, żeby opłacić każdą zachciankę swoich córek. Było ich wiele, bo obie były próżne i nieco lekkomyślne). Na wielu jego portretach i obrazach pojawia się motyw konia. Starszą siostrą była natomiast Maria Pawlikowska-Jasnorzewska (zwana przez wszystkich Lilką), z którą Magdalena była bardzo zżyta. Razem przez całe życie tworzyły wielce emocjonalny duet. Nie mogły po prostu bez siebie żyć. Rodzina Kossaków pochodziła z Krakowa. Mieszkali w Kossakówce – niegdyś pięknym domostwie, dziś niestety ruiną (nad czym ubolewam). Mieli też posiadłości w Zakopanem, Warszawie a także w Juracie (dom teraz stał się kawiarnią. Z niesamowitym klimatem i pysznymi ciastami!).

Jej najbardziej znaną książką jest autobiografia “Maria i Magdalena”, w której opisuje anegdoty i barwne szczegóły swojego życia rodzinnego. Robi to w sposób niesamowicie zabawny. Opisuje też przedwojenny Kraków, swoje liczne podróże, oraz życie artystycznej bohemy tamtych czasów. Tej książki nie da się opisać w kilku słowach. Trzeba po nią sięgnąć i przeczytać.

Na zdjęciu umieszczonym powyżej możecie zauważyć dwie książki: “Z pamiętnika niemłodej już mężatki”, wydanej jako “nieznane zapiski odnalezione przypadkiem po kilkudziesięciu latach od jej śmierci”, oraz “Z pamiętnika młodej mężatki” . W przedmowie tej drugiej wyczytałam bardzo zabawną anegdotkę opisującą trochę charakter obu sióstr. Otóż istnieje legenda, którą potwierdza sama autorka w “Marii i Magdalenie”, ze “Kartki…” zostały napisane w jedną noc, przy czynnym udziale Lilki. Kossakówny jak już wspominałam, bardzo lubiły wydawać pieniądze, czasem nawet więcej niż miały w swoich portfelikach. Pewnego dnia zostały więc zupełnie bez grosza (swoją drogą, znacie to uczucie, kiedy im bardziej szukacie pieniędzy w portfelu tym bardziej ich tam nie ma? Ja tak, z autopsji). I gdy panny już prawie zaczynały godzić się ze śmiercią głodową, zadzwonił wydawca Madzi i polecił jej napisanie satyry dotyczącej tego, co dzieje się na ulicach Warszawy (a działo się dużo, był to bowiem maj roku 1926). Punkt dziewiąta następnego dnia, tekst miał być gotowy i oddany do rąk kuriera. Węsząc szybki zastrzyk gotówki, siostry zabrały się do pracy. Madzia pisała, a Lilka zajęła się przekabaceniem kelnera, i donoszeniem kawy i koniaku. Książeczka powstawała całą noc, a kiedy już powstała, stała się bestsellerem, jakby to powiedziano w dzisiejszych czasach.

“Z pamiętnika niemłodej już mężatki” jeszcze czeka na mojej Półce Ksiąg Nieprzeczytanych, więc nie marnując więcej mojego i Waszego czasu, oddam się lekturze. A zanim zacznę, przytoczę jeszcze jeden fragment wyciągnięty z “Marii i Magdaleny”, z którym utożsamiam się całym swoim małym serduszkiem, a który pierwotnie opisywał Wojciecha Kossaka:

Czytywał zresztą wciąż: przy śniadaniu, obiedzie, kolacji, w pociągu, przy gościach, a także wówczas, kiedy Maniusia zanadto zaczynała ględzić.

Posted in Ocenione książki | Tagged , , , , , , , , , , , , | 1 Comment

Książkę czyta na kalkulatorze, debil jeden!

na kalkulatorze

Jeśli chodzi o czytanie książek, to można powiedzieć, że jestem tradycjonalistką.  Uwielbiam papierowe wydania książek: szelest papieru i przekładanych stron, zapach starych stronic i farby drukarskiej (powinni robić takie perfumy. Albo chociaż odświeżacze powietrza!), ciężar książki trzymanej w torbie kiedy wychodzę z domu. Dlatego też do tej pory nie miałam żadnego czytnika e-booków (no i trochę miałam zdanie zbliżone do tego na obrazku powyżej;)) Do czasu moi drodzy, bardzo pouczającej rozmowy z moim bratem, który stwierdził, że czytnik się przydaje. Siedząc na mega nudnym spotkaniu, zastanawiał się co by tu zrobić, żeby przeżyć. Z książką pod stołem czyta się niewygodnie, a takie ostentacyjne wyjęcie mogłoby być odebrane jako brak szacunku (niektórzy nie rozumieją fenomenu nałogowego czytelnictwa, niestety). Wyjął więc telefon i pod pretekstem sprawdzania godziny, zaczął czytać książkę na czytniku zainstalowanym na telefonie. Spotkanie minęło bezboleśnie, a tamci ze spotkania myśleli zachwyceni, że mój brat pilnie sporządza notatki na swoim smartfonie. Stwierdziłam, że trochę to genialne, i też ściągnęłam sobie aplikację do ebooków. I choć wiem na pewno, że pełna cyfryzacja mi nie grozi, to zawsze e-booki pozostają jakąś alternatywą.

Jedną z pierwszych książek, którą przeczytałam na telefonie, była “Marynarka” Mirosława Tomaszewskiego. Akcja powieści rozgrywa się w 2005 roku, ale odwołuje się do wydarzeń z Grudnia 1970 roku, czyli czasu protestów pracowników stoczni w Gdyni. Nie jest to jednak książka historyczna. Jest bardziej o stosunkach między ludźmi i tym, jak poszczególne wybory determinują dalsze ich losy. Poznajemy dwóch głównych bohaterów – Adama vel. Smutnego, oraz Karola – biznesmena, właściciela kilku hoteli i restauracji, oraz dobrego ojca ze skomplikowanymi relacjami z rodziną. Mamy też postać przebiegłego i nie do końca uczciwego zięcia Karola – Witka, seksowną i pewną siebie dziennikarkę Ninę, i śliskiego redaktora naczelnego “Głosu Bałtyckim”, który prywatnie ma pewien problem z popędem seksualnym. Postaci w książce są wyraziste, ale bez podziału na dobrych i złych. Autor udowadnia, że nie ma sytuacji tylko czarnych i tylko białych, istnieją przecież jeszcze odcienie szarości. Każdy ma jakieś trupy w szafie, które stara się w niej zachować.

Książka mnie wciągnęła. Napisana została bardzo prostym językiem, posiada ciekawą, wielowątkową fabułę, chociaż trochę przewidywalną. Od razu domyśliłam się na przykład, jakie wydarzenia połączą Karola i Adama. Niemniej jednak “Marynarkę” czyta się szybko i przyjemnie. Jedynym minusem jak dla mnie jest wciśnięcie na samym początku powieści wątku starszego fotografa i tajemniczej koperty. W dalszej części książki coś tam z tą kopertą się wyjaśnia, ale starszy pan już się nie pojawia. A szkoda, bo jego historia też mogłaby być bardzo ciekawa. Ale może to historia idealna na kolejną książkę..?

Ps. Wracając do obrazka z początku notki. Jakie są Wasze odczucia na temat czytników e-booków?

Pss. Polecam zajrzeć również na bloga Mirosława Tomaszewskiego, dostępną pod linkiem: http://tomaszewski.edumuz.pl

Posted in Ocenione książki | Tagged , , , , | 7 Comments

Trzy książki, których nie warto brać do ręki!

Matko, co za dzień. Na tym generalnie mój wpis mógłby się kończyć. Matko, co za dzień! Jest bardziej depresyjny niż Najbardziej Depresyjny Dzień w Roku (tzw. Blue Monday). Nie wiem, czy to kwestia pogody (jak nic jestem meteopatą!), czy kwestia tego, że ostatnio mi przysłowiowy wiater w oczy wieje. Po pierwsze, od paru miesięcy nieustannie i bezskutecznie szukam sobie stażu lub praktyk, dzięki którym mogłabym powiększać moje doświadczenie zawodowe, które z uwagi na to, że jestem na początku mojej kariery, jest dość słabe i krótkie. Okazuje się jednak, że żeby iść na bezpłatną(!), trzymiesięczną praktykę (żeby się czegoś nauczyć!), należy mieć co najmniej tak ze… 3 lata doświadczenia. Więc jeśli czytają mnie osoby w wieku przedszkolnym – dobrze Wam radzę, znajdźcie sobie staż! Po drugie, nieuchronnie zbliża się ślub i wesele mojego przyjaciela. Nie mam ani sukienki, ani partnera, a jedno gorzej znaleźć od drugiego. Po trzecie, wczoraj włączając lampkę do kontaktu, żeby móc poczytać w łóżku książkę, przypitoliłam się o parapet. Mam guza na głowie wielkości piłki do tenisa, który przy każdym, nawet bardzo delikatnym dotknięciu przypomina o swoim jestestwie bolesnym pulsowaniem. Po czwarte… dzisiaj mogę tak marudzić bez końca.

Jako iż dzisiaj najlepiej wychodzi mi marudzenie, opiszę trzy książki, których przeczytanie nie było dla mnie najlepszym pomysłem.

1. Pinokio -C. Collodi. – Pamiętam jak dzisiaj, to była pierwsza książka, której nie przeczytałam do końca. Jako iż była lekturą szkolną w jakiejś 4 klasie podstawówki, dostałam później mało satysfakcjonującą mnie i moją mamę ocenę. Jak dla mnie ta książka nie była do przełknięcia. Lalka, która ożywa, ucieka od ojca, zaczyna nałogowo kłamać, zadaje się z innymi szemranymi postaciami, i zjada ją wieloryb. Do dzisiaj pamiętam, że czytając Pinokia śniły mi się później koszmary.

2. Loża – Joanna Oparek. – Uwielbiam książki, które są oparte na biografiach sławnych ludzi, więc gdy na stoisku z tanimi książkami na Placu Nowym znalazłam powieść o Halinie Modrzejewskiej, aż zatrzęsły mi się kolana ze szczęścia. Szczęście nie trwało jednak długo. “Loża” jak dla mnie jest po prostu nudna. Niby w opisie na odwrocie książki naobiecywano wartką akcję, skandale, intrygi i nie wiadomo jeszcze co, ale sama fabuła ciągnie się jak makaron w piosence “Tak mi źle” z Wojny Domowej. Jeden wielki bełkot, jeden wielki niewypał.

3. Szubienicznik – Jacek Piekara. – Czytając zapowiedź tej książki myślałam, że będzie napisana z dużym poczuciem humoru, wartką akcją, ciekawymi postaciami. Słowem – taki trochę Sapkowski tylko bez fantastycznych wstawek. Okazało się że czytanie tej książki to droga przez mękę. Opisy są dłuższe niż w “Nad Niemnem” i moim zdaniem bardzo przesadzone. I na dodatek już teraz mogę Wam powiedzieć co będzie się działo w następnych tomach, bo pomimo próby stworzenia zawiłej fabuły, jest bardzo przewidywalna. Jednym słowem jak dla mnie niewypał.

Posted in Ocenione książki | Tagged , , , , , , | 3 Comments